PUBLIKACJE

Władca getta

Chaim Rumkowski i Hans Biebow

Chaim Rumkowski to jedna z najbardziej ponurych postaci okresu Holocaustu. Gdyby przeżył wojnę, zapewne stanąłby przed sądem, oskarżony o współudział w wymordowaniu Żydów z łódzkiego getta.

Każdy z przywódców żydowskich gett w czasie II wojny światowej zapisał swoją własną, dramatyczną historię. Chaim Mordechaj Rumkowski, przywódca getta w Łodzi, zasłynął tym, że wygłaszając przemówienie do łódzkich Żydów, zwrócił się do nich z apelem: „Oddajcie mi swoje dzieci!”. Spełnienie tego żądania miało według Rumkowskiego uratować pozostałych mieszkańców łódzkiego getta. Jego historia stawia nam współczesnym jedno fundamentalne pytanie: czy można poświęcić jednych w imię ratowania drugich? I czy takie działanie daje się w ogóle uzasadnić? Poszukiwania odpowiedzi na te pytania zajmują po dziś dzień filozofów, etyków, psychologów i historyków. I wbrew pozorom odpowiedzi te wcale nie są jednoznaczne! Tak jest również w wypadku oceny okupacyjnej działalności Chaima Rumkowskiego. Jedni bez wahania widzą w nim wspólnika hitlerowskich zbrodniarzy, osobiście odpowiedzialnego za śmierć tysięcy Żydów z łódzkiego getta. Drudzy usiłują jego działania tłumaczyć stanem wyższej konieczności i zupełnie ekstremalnymi warunkami, w jakich się znalazł. Podobne dylematy przeżywał m.in. Adam Czerniakow, prezes Judenratu w warszawskim getcie. Ten jednak dokonał zupełnie innego wyboru niż Rumkowski. Nie stał się narzędziem w rękach hitlerowskich zbrodniarzy, zanim popełnił samobójstwo, zapisał w liście do żony swoje ostatnie słowa, które brzmiały: „Żądają ode mnie bym własnymi rękami zabijał dzieci mego narodu. Nie pozostaje mi nic innego!”. Nie można dokonać oceny działalności Rumkowskiego bez tego właśnie odniesienia. Jest ono w zasadzie jedyną miarą tamtych czasów, jaką możemy zastosować w tym przypadku; w odniesieniu do najtragiczniejszego okresu w historii ludzkości.

Biznesmen i społecznik

Chaim Rumkowski był człowiekiem, który został ukształtowany na przełomie XIX i XX w., gdy miarą osobistego sukcesu była przede wszystkim przedsiębiorczość i kreatywność. Urodził się 27 lutego 1877 r. w Ilinie w guberni witebskiej ówczesnego Cesarstwa Rosyjskiego, w tradycyjnej żydowskiej rodzinie kupieckiej. Swoją edukację zakończył na chederze (religijnej szkole podstawowej), po ukończeniu którego pomagał w rodzinnym interesie. Był jednak typowym samoukiem z bardzo chłonnym umysłem, dużo czytał i uczył się języków. I przede wszystkim marzył o własnym interesie. Gdy miał kilkanaście lat, jak wielu Litwaków (Żydzi z Litwy i północnej części dzisiejszej Białorusi), przybył wraz z rodziną do Królestwa Polskiego i osiedlił się w Łodzi. Było to wówczas miasto wielkich interesów, rozwijające się w zawrotnym tempie. W sam raz, aby tam właśnie zacząć karierę przedsiębiorcy. Początkowo młody Chaim imał się różnych dorywczych prac. Dopiero po jakimś czasie udało mu się znaleźć pracę biurową. W końcu postanowił razem ze swoim kolegą Abem Neimanem wziąć kredyt i założyć fabrykę pluszu. Początkowo interesy szły nieźle. Wtedy też Rumkowski wszedł w orbitę politycznych wpływów miejscowych syjonistów. Został też członkiem łódzkiej gminy żydowskiej. Działał też aktywnie na niwie społecznej. Jego pozycja systematycznie rosła. Jednak w 1914 r. przyszła I wojna światowa i wyhamowała gospodarczą koniunkturę. Rok 1918 był rokiem zmian także w życiu osobistym Rumkowskiego. Porzucił biznes i rozstał się ze swoim wspólnikiem, który od tej pory sam kierował założoną fabryką. Rumkowski zajął się działalnością ubezpieczeniową, skupił się wówczas także na działalności politycznej i społecznej. Został działaczem ruchu syjonistycznego i udzielał się Łódzkim Komitecie Syjonistycznym. Kierował także utworzonym przez siebie jeszcze przed wojną sierocińcem dla dzieci w łódzkim Helenówku. Ośrodek był czymś w rodzaju przedsiębiorstwa z imponującą bazę materialną – budynek główny, zabudowania gospodarcze, gospodarstwo rolne. A wszystko było wyłącznie dziełem Rumkowskiego. Niektórzy historycy zwracają uwagę, że zarządzał on sierocińcem w sposób autorytarny, która to cecha jeszcze mocniej uzewnętrzni się w późniejszym okresie jego życia. Rumkowski był także aktywny na wielu innych polach m.in. działał w zarządzie Łódzkiego Żydowskiego Towarzystwa Dobroczynności.

Na początku lat trzydziestych w jego życiu wydarzyło się jednak coś, co zepsuło mu dobrą reputację, jaką dotychczas się cieszył. Został posądzony o wykorzystywanie seksualne dzieci w swoim sierocińcu. Sprawa szybko stała się w Łodzi skandalem i pisały o niej miejscowe gazety. Opinia publiczna była jednak podzielona. Jedni uważali, że zarzuty kierowane pod adresem Rumkowskiego są wyrazem brutalnej gry o władzę w towarzystwie dobroczynnym, drudzy uznawali je za absolutnie prawdziwe, przyznając się nawet do znajomości z rzekomymi ofiarami Rumkowskiego. On sam broniąc się przed zarzutami zawsze podkreślał, że kocha dzieci, dba o nie, ale jest też wobec nich wymagający. Policja nie wyjaśniła do końca sprawy rzekomej pedofilii Rumkowskiego i nie zostały przedstawione mu żadne prokuratorskie zarzuty.

Czas pogardy

Gdy 1 września 1939 r. wybuchła wojna, Rumkowski miał 62 lata. Nadal był człowiekiem o niespożytej energii. Nadal kłębiły się w jego głowie liczne pomysły i związane z nimi ambicje. Na arenę nowej okupacyjnej rzeczywistości wkroczył Rumkowski dokładnie 13 października 1939 r., gdy osobistą decyzją szefa Zarządu Cywilnego Łodzi – dr Alberta Leistera, mianowany został zwierzchnikiem miejscowych Żydów z tytułem „Przewodniczący Starszeństwa Żydów w Łodzi” (Der Ältester der Juden in Lodz). Funkcje tę sprawował także wówczas, gdy w lutym 1940 r. niemieckie władze okupacyjne formalnie utworzyły w mieście żydowskie getto (Litzmannstadt Ghetto). Nie znamy dokładnie okoliczności podjęcia tej decyzji, ale wydaje się, że dwa czynniki odegrały w niej główną rolę. Po pierwsze Rumkowski był jedynym pozostałym w Łodzi członkiem przedwojennego zarządu gminy żydowskiej w tym mieście. Po drugie, swoją posturą i zachowaniem mógł wywrzeć pozytywne „wrażenie” na samym Leisterze. Mimo swojego wieku nadal był wysokim postawnym mężczyzną, pełnym energii i dodatkowo nieźle komunikował się w języku niemieckim.

Rumkowski został więc szefem łódzkiego getta, odpowiedzialnym tylko przed Niemcami. Stworzył z niego nie tylko sprawnie funkcjonujące przedsiębiorstwo, pracujące na potrzeby Niemców, ale, jak sam często podkreślał, coś w rodzaju żydowskiego „mini państwa”. Punktem wyjścia do zorganizowania przez Rumkowskiego getta, były nie tylko zarządzenia niemieckich władz, ale filozofia działania, którą sam przyjął. Otóż doszedł do wniosku, że w sytuacji, w jakiej znaleźli się Żydzi, jedynym dla nich sposobem na przetrwanie jest praca. Swoją nową filozofię Rumkowski wyłożył w całej okazałości podczas przemówienia do mieszkańców getta 15 maja 1941 r. Mówił wówczas: „Gdy zastanawiałem się, jak pokonać problem, wobec którego stanęli Żydzi, doszedłem do wniosku, że praca jest dla nich najlepszym z błogosławieństw. Znacie moich pięć podstawowych haseł? 1: Praca, 2: Chleb, 3: Pomoc dla chorych, 4: Opieka nad dziećmi, 5: Spokój w getcie. Mój Beirat potrafi tylko gadać. Samotnie dźwigam moje zadanie i jeśli trzeba, używam siły. Dyktatura nie jest brzydkim słowem. Dzięki dyktaturze zdobyłem uznanie Niemców dla mojej pracy. A gdy mówią: Litzmannstadt Ghetto, odpowiadam: To nie getto, to miasto pracy”. I tę właśnie pokrętną filozofię Rumkowski wdrażał w łódzkim getcie, nagminnie uciekając się do przemocy i terroru wobec swoich współbraci. Miał zresztą w tym silnego sprzymierzeńca – szefa niemieckiej administracji getta Hansa Bibowa, tak jak on kupca o zapędach autorytarnych.

Dzięki wysiłkom Rumkowskiego w łódzkim getcie stworzono nową żydowską administrację, całkowicie przez niego kontrolowaną, policję liczącą 400 funkcjonariuszy oraz trzy żydowskie więzienia. Trafiał do nich każdy sabotujący jego zarządzenia. W getcie wytworzyła się swoista atmosfera presji, a sam Rumkowski zaczął być nazywany przez jego mieszkańców „królem Chaimem I”. Getto pod jego rządami stało się rzeczywiście jednym wielkim przedsiębiorstwem. Były tam fabryki i wytwornie, które produkowały towary na potrzeby niemieckiej armii. W łódzkim getcie pracować musieli wszyscy. Tych, którzy nie nadawali się do pracy Niemcy likwidowali. I Rumkowski z pełną świadomością godził się na taki stan rzeczy. Łódzkie getto pracowało nawet wówczas, gdy Niemcy rozpoczęli deportacje z getta warszawskiego i gdy niemiecki plan zagłady ruszył „pełna parą”. Przetrwało aż do końca sierpnia 1944 r. Ostatni transport Żydów wyjechał z niego dokładnie 29 sierpnia 1944 r. Czy słuszna była zatem kalkulacja Rumkowskiego mówiąca o tym, że jeśli łódzkie getto zdoła utrzymać produkcję na potrzeby niemieckiej armii, to pracujący w nim Żydzi mają szansę na przetrwanie? Dzisiaj wydawać się może, że nic nie było wówczas w stanie zatrzymać żydowskiej zagłady. Los Żydów z łódzkiego getta w gruncie rzeczy był przesadzony i było jedynie kwestią czasu, kiedy Niemcy powielą w Łodzi scenariusz znany z innych gett na terenie okupowanej Polski. Być może Rumkowski rzeczywiście wierzył, że jeśli istnieje dla ludności getta jakaś szansa na przetrwanie, to tylko przez pracę. Jego filozofia mogła być w równym stopniu ekspresją nadziei na przetrwanie, co chłodną kupiecką kalkulacją. Problem jednak w tym, że Rumkowski bezwzględnie narzucał swoją filozofię przetrwania zagłady innym, tłumiąc przejawy oporu i nie wahając się poświęcić słabszych, w tym tych najbardziej bezbronnych – jego „ukochane dzieci”.

Zbrodnicze żądanie

5 września 1942 r. stał się decydującym dniem nie tylko, jeśli idzie o losy łódzkiego getta, ale także dla samego Rumkowskiego. Właśnie wtedy Niemcy rozpoczęli akcję wywożenia z getta do obozu zagłady w Chełmnie nad Nerem wszystkich nieprzydatnych do pracy: dzieci poniżej 10 roku życia, osób starszych (powyżej 65 roku życia) oraz wszystkich chorych. Zanim akcja się rozpoczęła, miało miejsce wydarzenie, bez precedensu nawet jak na tamte tragiczne lata. Dzień wcześniej, 4 września, Rumkowski wygłosił przemówienie do mieszkańców getta na tzw. placu strażackim, które w istocie było zakomunikowaniem polecenia, jakie powinni wykonać Żydzi w związku z żądaniami Niemców. Rumkowski mówił wówczas tak: „Ponury podmuch uderzył getto. Żądają od nas abyśmy zrezygnowali z tego, co mamy najlepszego – naszych dzieci i starszych. Nie mogłem mieć własnych dzieci, więc oddałem swoje najlepsze lata dzieciom. Żyłem i oddychałem z dziećmi, nigdy nie wyobrażałem sobie, że będę musiał uczynić tę ofiarę na ołtarzu własnymi dłońmi. W moim wieku, muszę rozłożyć ręce i błagać: Bracia i siostry! Oddajcie mi je! Ojcowie i matki – dajcie mi swoje dzieci! (…) Wczoraj po południu dali mi rozkaz wysłania więcej niż 20 000 Żydów poza getto, a jeśli nie >>My to zrobimy<<. Pytanie, jakie powstało, to czy powinniśmy to wziąć na siebie, zrobić to sami, czy zostawić to innym do zrobienia? Więc, my – to znaczy Ja i moi najbliżsi współpracownicy pomyśleliśmy najpierw nie o tym ilu zniknie, ale jak wielu jest możliwe ocalić. I doszliśmy do konkluzji, że jakby nie było to dla nas trudne, powinniśmy wcielić ten rozkaz w życie własnymi rękami. Muszę przygotować tę trudną i krwawą operację, muszę odciąć gałęzie, aby ocalić pień. Muszę zabrać dzieci, ponieważ jeżeli tego nie zrobię, inni mogą być także zabrani. (…) Udało mi się uratować te [dzieci], które mają lat dziesięć lub więcej. Niech to będzie pociechą w waszym nieszczęściu. Żądanie było na 24 000. ofiar, ale udało mi się stargować te cyfrę do 20 000, może i mniej, ale pod warunkiem, że pójdą wszystkie dzieci do lat dziesięciu. Ponieważ starców i dzieci jest tylko 13 000, musimy dopełnić kwoty, wydając ludzi chorych. Co wolicie: żeby przeżyło 80-90 000 Żydów czy żeby wszyscy zostali unicestwieni?”. Gdy Rumkowski wygłaszał te słowa wśród zgromadzonych na placu Żydów zapanowała rozpacz i złość, jakie trudno nawet sobie wyobrazić. Ludzie wołali do niego: jak możesz w ogóle o to prosić? Ich krzyki Rumowski skwitował stwierdzeniem, że „jeżeli tego nie zrobimy będzie jeszcze gorzej!”.

Przemówienie z 4 września 1942 r. było dowodem całkowitego bankructwa „filozofii przetrwania” Rumkowskiego. Jej najważniejsze hasło: „Unser einziger Weg ist Arbeit” (Naszą jedyną drogą jest praca) okazało się zwykłym pustosłowiem. Nikt nie mógł już wierzyć, że pomiędzy Rumowskim a Niemcami jest jakieś porozumienie, które właśnie w imię przetrwania nakazuje realizować jego polecenia. Rumkowski był od tej pory moralnie skompromitowany, ale nie przeszkadzało mu to w tym, aby dalej autorytarnie zarządzać łódzkim gettem. Póki co, ludzie Rumkowskiego 5 września przystąpili do realizacji wyznaczonego przez Niemców zadania. Już jednak drugiego dnia, Niemcy, niezadowoleni z tempa deportacji, postanowili wziąć całość spraw w swoje ręce. Dalej jednak pomagała im w tym podległa Rumkowskiemu żydowska policja i straż pożarna. W getcie zaczęły dziać się wówczas sceny, których współcześni nie są nawet w stanie sobie wyobrazić! Osoby stawiające jakikolwiek opór lub odnalezione w kryjówkach były natychmiast likwidowane. W sumie w wyniku „Wielkiej Szpery” (nazwa pochodząca od niemieckich słów „Allgemaine Gehsperre”, oznaczających całkowity zakaz opuszczania domów) trwającej od 5 do 12 września 1942 r. z łódzkiego getta wywieziono 15 682 osoby. Wszyscy zginęli później w obozie zagłady w Chełmnie nad Nerem.

Rumkowski upiększa getto

Po zakończeniu Wielkiej Szpery, życie w łódzkim getcie wróciło „do normy”. Rumkowski kierował nim dalej. Jego rządy stały się teraz jeszcze bardziej autorytarne, wręcz dyktatorskie. W dużej mierze było to spowodowane upadkiem jego autorytetu w czasie wywózek. Ale nie tylko! Jak już wspomnieliśmy takie tendencje Rumkowski objawiał jeszcze przed wojną, kiedy zarządzał sierocińcem dla dzieci w Helenówku. Stały za nimi niewątpliwie osobiste ambicje, niespełnione oczekiwania, a także kompleksy, w tym te seksualne. Istnieją relacje mówiące o tym jak Rumkowski używał wobec mieszkańców getta szpicruty, bił ich, krzyczał, groził, paraliżował samym spojrzeniem. Nie było zatem dziwne, ze większość z nich czuła przed „królem Chaimem I” zwykły ludzki strach. Istnieją również relacje świadków wskazujące na seksualne wykorzystywanie przez Rumkowskiego młodych kobiet w zamian za obietnicę lepszej pracy lub dodatkowe porcje jedzenia. Tak było w przypadku Lucille Eichengreen – młodej Żydówki z Niemiec, która wraz z rodziną znalazła się w łódzkim getcie. To właśnie ona była jedną z tych, które „wpadły w oko” Rumkowskiemu. W zamian za pracę w stołówce przeznaczonej dla członków jego rady, Eichengreen była wielokrotnie przez niego seksualnie molestowana i musiała godzić się na spełnianie jego perwersji. Takie usługi były zresztą w getcie Rumkowskiego „dobrym towarem”. Poza tym Lucille Eichengreen dobrze wiedziała, że jeśli nie pozwoli Rumkowskiemu się wykorzystywać, to ryzykuje deportacje do obozu zagłady.

Czy Rumkowski, gdy był „królem łódzkiego getta”, zdradzał również skłonności pedofilskie, o które był już przed wojną podejrzewany? Tego z całą pewnością nie wiemy, ale istnieją poszlaki, które mogłyby na to wskazywać. Przed kilkoma lat szwedzki pisarz i dziennikarz Steve Sem-Sandberg, opublikował głośną książkę zatytułowaną „Biedni ludzie z miasta Łodzi”(polskie wydanie w 2011r.), przedstawiającą życie codzienne łódzkiego getta. W swojej książce opisał Rumkowskiego nie tylko, jako kobieciarza, ale także jako osobnika dopuszczającego się pedofilii oraz pedofilii połączonej z homoseksualizmem. Czy Sem-Sandberg przesadził odmalowując seksualny portret Rumkowskiego. Trudno go o to posądzać; w końcu przebadał tysiące dokumentów dotyczących łódzkiego getta, dotarł również do relacji tych, którzy w nim przebywali, i na ich podstawie odtworzył obraz życia codziennego „dzielnicy żydowskiej; swoją drogą niesłychanie wstrząsający.

Nie tylko autorytaryzm, przemoc fizyczna i psychiczna oraz uleganie wszystkim swoim słabościom cechowały Rumkowskiego. Gdy kierował łódzkim gettem, wydawał polecenia i podejmował decyzje, które mogły wskazywać na zupełny brak poczucia rzeczywistości. Pewnego dnia wpadł na pomysł upiększenia getta za pomocą parku, klombów i rabat kwiatowych i w związku z tym zaczął tworzyć kolejne wydziały swojej żydowskiej administracji, które miały zrealizować jego wizję w praktyce. Zupełnie nie dostrzegał, albo nie chciał dostrzec tego, że getto z dnia na dzień coraz bardziej wyludnia się, że ludzie chorują i umierają na ulicach, a kolejne transporty Żydów trafiają do obozów zagłady.

Jest wiele hipotez związanych z ostatecznym losem Chaima Rumkowskiego. Pewne jest jedynie to, że 29 sierpnia 1944 wraz ze swoją o trzydzieści lat młodszą żoną Reginą Weinberger (poślubił ja w grudniu 1941 r.), przybranym 13-letnim synem Stanisławem Steinem oraz bratem Józefem i jego żoną Heleną, znalazł się w transporcie do Auschwitz. Jego była sekretarka – Etka Daum sugerowała po wojnie, że Rumkowski miał możliwość ocalenia i że taką propozycję miał mu złożyć sam Hans Biebow. Jeśli jest to prawdą, to Rumkowski nie skorzystał z tej sposobności i ostatecznie zginął w Auschwitz. Na temat okoliczności jego śmierci również istnieje wiele sprzecznych relacji. Najczęściej powtarzaną i przytaczaną jest ta, która mówi, że rozpoznany przez żydowskich więźniów, zaraz po pojawieniu się na rampie obozu oświęcimskiego, został przez nich zatłuczony, a być może nawet wrzucony żywcem do pieca krematoryjnego. Wersja ta nie ma jednak jednoznacznego potwierdzenia. Nie jest również w pełni jasne, co stało się z jego rodziną. Można przypuszczać, że i ona podzieliła jego tragiczny los.

Co stałoby się z Chaimem Rumkowskim gdyby przeżył Zagładę? Jedni uważają, że nie spotkałaby go żadna krzywda, inni są przekonani, że gdyby nie zginął w Auschwitz, stanąłby niechybnie przed sądem i odpowiedział za swoje brutalne rządy w łódzkim getcie. Tak stwierdził m.in. były przewodniczący izraelskiego Knesetu i były ambasador Izraela w Polsce prof. Szewach Weiss, który jako dziecko przeżył Holokaust.


Zdjęcie archiwalne – źródło: Wikimedia Commons