OD AUTORA

Kat Lubelszczyzny

Odilo Globocnik

Odillo Globocnik, szef SS i policji na Lubelszczyźnie był najskuteczniejszym wykonawcą zbrodniczej polityki niemieckiej III Rzeszy.

Gdyby rzeczywiście istniał ranking największych zbrodniarzy czasów II wojny światowej to na pewno SS-Gruppenführer Odillo Globocnik byłby na samym szczycie tego rankingu. Na jego konto można zapisać bowiem ponad milion ofiar, jakie z jego rozkazów zamordowanych zostało na terenach Lubelszczyzny, gdzie przez prawie cztery lata wojny był prawdziwym „bogiem” od decyzji którego zależało wówczas życie. Wśród ofiar polityki Globocnika znaleźli się przede wszystkim zamieszkujący na terenie wschodniej Polski Żydzi. Ale jej ofiarami byli również Polacy i przedstawiciele innych narodów. Pochodzący z austriackiej Karyntii Globocnik uchodził za człowieka spokojnego. Tak przynajmniej zapisali go w pamięci jego współpracownicy, którym udało się przeżyć wojnę. Globocnik urodził się jako obywatel cesarskich Austro – Węgier. Początkowo wydawało się, że będzie robił karierę w armii, co zapewniłoby mu wysoką pozycje społeczną i życiową stabilność. Ale tak się jednak nie stało bo Austro – Węgierska monarchia runęła w 1918r. wraz ze starym porządkiem w Europie. Ta nowa Europa, narodzona w wyniku traktatu wersalskiego pełna była politycznych, społecznych i gospodarczych wstrząsów. Tak było również w przypadku Austrii, która mocno okrojona terytorialnie i rozwiedziona z Węgrami weszła na w pełni demokratyczną drogę. A co najgorsze przerwała wojskową karierę Globcnika, która dopiero się zaczynała. Nic dziwnego, że nowej sytuacji Globocnik był politycznie sfrustrowany i dość szybko przystał do narodowych socjalistów, którzy również w Austrii rośli w siłę. Gobocnik piął się w górę w narodowosocjalistycznym ruchu osiągając kolejne, coraz wyższe stanowiska. Po aneksji Austrii przez III Rzeszę objął stanowisko gauleitera Wiednia. Ale nie był nim zbyt długo ponieważ szefostwo NSDAP zarzuciło mu nadużycia finansowe. Koło ratunkowe rzuciła ma wówczas SS i jej szef Heinrich Himmler, który od tej pory stał się jego politycznym patronem. Gdy III Rzesza podbiła Polskę zaczął się nowy rozdział w karierze Globocnika, dzięki któremu przeszedł on do historii, tyle że tej najbardziej makabrycznej, jaką można sobie wyobrazić. Został wówczas szefem SS i policji w dystrykcie lubelskim. Był wówczas jednym z najbardziej skrupulatnych wykonawców ludobójczej polityki jaką niemiecka III Rezsza prowadziła na terenie okupowanej Polski. Rezultatem działalności Globocnika było uśmiercenie ponad miliona ofiar. Hannach Arendt pisząc o niemieckich zbrodniach w czasie II wojny światowej wspomniała o „banalności zła”, jakie się wówczas działo. Otóż jeszcze bardziej banalni byli ci, którzy byli odpowiedzialni byli za ziszczenie się tego zła. Postać Odillo Globocnika jest własnie tego dowodem. Był postacią banalną, tak samo jak zlo, którego był sprawcą.

Niespełnione marzenia

Globocnik urodził się w 1904r. w Trieście, który był ważnym miastem austro- węgierskiej monarchii, głownie z racji tego, że stacjonowała tam jej flota wojenna. Był synem Franza Globocnika, oficera dla którego służba w cesarsko – królewskiej armii była wielkim zaszczytem. I właśnie dlatego Franz Globocnik chciał, aby jego syn kontynuował tą tradycję. I początkowo wydawało się ze tak właśnie będzie, bo jego syn po ukończeniu szkoły powszechnej rozpoczął naukę w Niższej Realnej Szkole Wojskowej w St. Pölten. Po jej ukończeniu miał trafić do Akademii Wojskowej, ale tak się nie stało. Gdy jesienią 1918r. upadła austro – węgierska monarchia w rodzinie Globocników zmieniło się wiele. Najpierw musiała przenieść się do austriackiego Klagenfurtu a kilka miesięcy później zmarł jej ojciec, co znacznie pogorszyło jej sytuacje materialną. Młody Odillo Globocnik postanowił wówczas dokonać zmiany życiowych planów. Rozpoczął naukę w Wyższej Państwowej Szkole Budowy Maszyn, wierząc, że techniczne wykształcenie będzie dla niego znacznie lepszą perspektywą. Aby pomóc matce, pracował jednocześnie w roli tragarza na miejscowym dworcu. Już wtedy zaangażował się w działalność nacjonalistycznych korporacji studenckich za co o mało nie został zwolniony ze szkoły. Ale ukończył ją i dzięki protekcji znajomego rozpoczął pracę w firmie budowlanej. Politycznie coraz bardziej zbliżał się do NSDAP, partii Adolfa Hitlera który miał swoich zwolenników także w Austrii. Oficjalnie wstąpił do austriackiej NSDAP w marcu 1931r. Skierowano go na odcinek partyjnej propagandy. Już wtedy dostrzeżono jego wielkie zaangażowanie. W 1933r. spotkał go pierwszy poważny awans, został zastępca gauleitera Karyntii. W latach 1931-1933 był kilkakrotnie aresztowany, oskarżano go nawet o organizowanie zamachów bombowych. W 1934r. wstąpił do SS, formacji, która była prawdziwą szpicą narodowego socjalizmu. Liczył, że SS ułatwi mu dalszą karierę o rozwój której tak bardzo zabiegał. Kolejnego w niej kroku dokonał w związku z aneksja Austrii przez III Rzeszę. Od początku Globocnik był mocno zaangażowany w przygotowania do Anschlussu. Docenił to jego nowy patron Heinrich Himmler. W nagrodę za oddanie i poświecenie został mianowany sekretarzem stanu w rządzie Artura Seyß-Inquarta, a kilka miesięcy później w maju 1938 roku objął stanowisko gauleitera Wiednia. Zasłynął wówczas jako sprawca wiedeńskiej „nocy kryształowej” w trakcie której zdemolowano żydowskie sklepy i synagogi oraz aresztowano prawie 7 tysięcy Żydów, z których większość trafiała do obozu koncentracyjnego w Dachau. Jednak po jakimś czasie pojawiły się wobec Globocnika podejrzenia o sprzeniewierzenie partyjnych funduszy. Było to o tyle istotne, że wyjaśnień w tej sprawie domagał się sam główny skarbnik NSDAP Franz Xaver Schwarz. Ostatecznie to Hitler zadecydował o tym, że Globocnik musi opuścić stanowisko gauleitera Wiednia. Gdy tak wreszcie się stało zajął się nim sam Himmler. To właśnie on skierował Globocnika do służby w pułku SS „Germania”, który szykowany był do wykonania zadań w Polsce, która miała być kolejną ofiarą III Rzeszy.

Pan Lubelszczyzny

Po klęsce Polski przed Globocnikiem otworzyła się szansa na nową karierę. Tak naprawdę zawdzięczał ją Reichsführerwi-SS , który 1 listopada 1939r. mianował go dowódcą SS i policji w dystrykcie lubelskim, jednym z czterech dystryktów Generalnej Guberni, która miała być taką najbliższą kolonią III Rzeszy. Dla Globocnika była to okazja do rehabilitacji po wiedeńskiej aferze i możliwość odbudowania swojej pozycji w nazistowskich strukturach. Urzędowanie w Lublinie rozpoczął dokładnie 9 listopada 1939r. Już po kilku dniach mieszkańcy miasta mogli odczuć tego skutki. Do więzienia na lubelskim Zamku trafiło 250 przedstawicieli lubelskiej inteligencji: urzędników, adwokatów, sędziów, nauczycieli. Wśród osadzonych znalazło się m.in. 16 profesorów Katolickiego Uniwersytetu Lubeskiego, a także biskupi Marian Fulman i Władysław Goral oraz kilkunastu innych duchownych. W kolejnych tygodniach urzędowania Globocnika miały miejsce egzekucje przedstawicieli elit Lubelszczyzny oraz Żydów. Działania te miały ścisły związek z Intelligenzaktion, operacją prowadzoną przeciwko polskim elitom. Wiosną 1940r. na Lubelszczyźnie, podobnie jak w innych dystryktach Generalnej Guberni rozpoczęła się akcja AB, kolejna operacja wymierzone w polskie elity. W jej ramach siły podległe Globocnikowi aresztowały prawie tysiąc osób, które wysłano do obozów koncentracyjnych. W ramach akcji AB odbywały sie kolejne grupowe egzekucje jak np., ta która miała miejsce w Rurach Jezuickich pod Lublinem, gdzie rozstrzelanych zostało około 500 osób. Od początku swojego urzędowania Globocnik interesował się najbardziej dwoma „zagadnieniami”. Pierwszym z nich była sprawa germanizacji Lubelszczyzny, która miała być ważną części stworzenia „przestrzeni życiowej dla Niemców” na Wschodzie. Drugą, była kwestia żydowska która w przekonaniu Globocnika powinna zostać skutecznie rozwiązana. W obu przypadkach lansowane przez niego rozwiązania były tak radykalne, ze nawet ludzie z jego otoczenia uznawali je za „szaleńcze”.

Wzorcowa akcja przesiedleńczo-osadnicza

Przymiarki do niej Globocnik podjął już w listopadzie 1941r. kiedy z jego polecenia wypędzono mieszkańców siedmiu wiosek pod Zamościem a w ich miejsce sprowadzono 100 niemieckich osadników. Ale było to swoiste preludium do wielkiej niemieckiej akcji przesiedleńczo – osadniczej, która zaczęła się na Zamojszczyźnie w nocy z 27 na 28 listopada 1942r. To wlaśnie wtedy siły podległe Globocnikowi przystąpiły do jej realizacji. Przebiegała ona według ściśle zaplanowanego scenariusza. Spędzanych ludzi wieziono do obozów przejściowych (zorganizowano je m.in. w Zamościu, Zwierzyńcu i Biłgoraju) w których dokonywano ich selekcji według czterech kategorii. Zaliczonych do pierwszej i drugiej kategorii (około proc.) jako posiadających „cechy nordyckie” kierowano do obozu przejściowego Łodzi, gdzie po kolejnej selekcji mogli zostać skierowani do ośrodków w III Rzeszy celem zniemczenia. Zaliczonych do kategorii trzeciej uznawano za nadających się do pracy fizycznej na rzecz III Rzeszy. Z kolei zaliczonych do kategorii czwartej kierowano do obozów koncentracyjnych. Łącznie wysiedlenia objęły 294 zamojskie wsie, w których zamieszkiwało prawie 110 tysięcy jej ludzi. Ich dramat jest trudny do opisania. Już w toku spędzania mieszkańców wsi, jacy mieli być objeci wysiedleniem Niemcy dopuszczali się mordów. Dochodziło do nich także w czasie segregacji wysiedlonych w obozach przejściowych. Wsie, w których doszło do oporu przed wysiedleniem były pacyfikowane przez niemieckie ekspedycje, albo doszczętnie palone. Niejednokrotnie Niemcy dokonywali grupowych egzekucji w wysiedlanych wsiach. Kolejny dramat wiązał się z transportem wysiedlonych do miejsc docelowych w czasie którego z głodu i zimna wielu z nich umierało. Dotyczyło to zwłaszcza 30 tysięcy zamojskich dzieci, które znalazły się wśród wysiedlonych. W tym przypadku okrutna zbrodnią było również ich wywiezienie i zgermanizowanie co objęło kilkanaście tysięcy dzieci. Po wojnie tylko około 800 z nich zdołało wrócić do swych biologicznych rodzin. Dramat wysiedlanych mieszkańców zamojskich wiosek może być porównywalny tylko z dramatem mieszkańców żydowskich gett likwidowanych po tym jak Niemcy zdecydowali o ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej.

Akcja Reinhard

Gdy w styczniu 1942r. podczas konferencji w Wansee zapadła decyzje o ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej było jasne, ze w pierwszej kolejności musi to dotyczyć Generalnej Guberni. Himmler chciał aby zadanie przeprowadzenia takiej operacji powierzone zostało, jego zaufanemu – Odillo Globocnikowi. Niektórzy uważają nawet, że to sam Globocnik zaproponował Himmlerowi przeprowadzenie takiej operacji i stało się to już w październiku 1941r. W każdym razie operacji tej nadano kryptonim „Reinhard”, na część zabitego w czerwcu 1942r. Rainhrada Haydrircha, protektora Czech i Moraw. Przygotowania do operacji „Reinhard” trwały już od początku 1942r. Główną rolę odgrywał w nich oczywiście Odillo Globocnik, który przyjął na siebie ciężar realizowania wytycznych, jakie płynęły z Berlina. To wtedy Globocnik zorganizował w Lublinie sztab operacji „Reinhard, który złożony był z 453 oficerów i podoficerów SS. Na czele sztabu stanął Hermann Höfle, stary znajomy Globocnika, jeszcze z czasów działalności w austriackiej NSDAP. To on koordynował działania dowódców SS i policji w poszczególnych dystryktach z działaniami władz cywilnych w zakresie wysiedlania Żydów do obozów zagłady: Bełżca, Sobiboru i Treblinki. W realizację operacji zostały zaangażowane pomocnicze formacje policyjne, złożone z Ukraińców i Rosjan. Głównym celem operacji Reinhard miała być nie tylko zagłada Żydów, ale i grabież ich mienia. Przy życiu mieli być pozostawieni jedynie ci Żydzi, których uznano za zdolnych jeszcze do pracy. Metody działania w operacji „Reinhard” zostały opracowane na podstawie wcześniejszych niemieckich doświadczeń, zwłaszcza tych w dziedzinie „eutanazji” niepełnosprawnych i chorych umysłowo. Żydów zwożono do obozów w zatłoczonych wagonach towarowych. Przybyłym kazano deponować kosztowności i zdjąć odzież, a następnie kierowano ich do komór gazowych, pod pretekstem kąpieli i dezynfekcji przed dalszą podróżą. Następnie zagazowywano ich w ciągu 10–20 minut gazem spalinowym a potem znacznie bardziej wydajnym w uśmiercaniu cyklonem B. Przed zagazowaniem kobietom ścinano włosy, a wszystkim martwym ofiarom po wyciągnięciu z komór gazowych wyrywano złote i srebrne zęby. Ciała ofiar były na początku grzebano w wielkich dołach a potem były je palono. Odillo Globocnik robił wszystko aby ta maszyna zagłady funkcjonowała jak najwydajniej. I rzeczywiście tak funkcjonowała. W ciągu kilkunastu miesięcy trwania operacji „Reinhard” (od marca 1942r. do listopada 1943r.) uśmierconych zostało ponad milion Żydów nie tylko tych, którzy zamieszkiwali Generalną Gubernię ale także tych z innych okupowanych przez III Rzeszę krajów. Hermann Höfle, prawa ręka Globocnika i szef sztabu operacji „Reinhard” w styczniu 1943r. wysłał do Adolfa Eichmanna, głównego koordynatora i wykonawcy planu ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej oraz do Franza Heima, zastępcy komendanta Policji Bezpieczeństwa GG w Krakowie telegram. Wnikało z niego, że do 31 grudnia1942r. w czterech głównych obozach akcji Reinhard” (Bełżec, Sobibór, Treblinka i Majdanek) zamordowano dokładnie 1 mln 274 tys. 166 osób. Co ciekawe telegram ten został przechwycony przez brytyjskie służby nasłuchowe i z jego treścią zapoznano członków brytyjskiego rządu o czym dowiedzieliśmy się dopiero w 2000 roku, po odtajnieniu tego dokumentu przez Brytyjczyków. Równie „imponująco” przedstawiały się sukcesy finansowe operacji „Reinhard” co wiązało się z przejęciem przedmiotów i środków finansowych zamordowanych Żydów. W szczegółowym sprawozdaniu na ten temat Globocnik zakomunikował, że łączne zyski z tego tytułu osiągnęły kwotę 178,7 mln niemieckich marek. Zaznaczył jednak, że przy wycenie zagarniętego Żydom majątku i walut przyjęto ich najniższe wyceny. Po stronie kosztów operacji Globocnik wymienił kwotę 4,7 mln marek, którą jak zaznaczył i tak pokryto z zasobów gotówkowych odebranych Żydom.

Adriatycka misja Globocnika

Odillo Globocnik nie doprowadził jednak operacji Reinhard do samego końca. We wrześniu 1943r. został przeniesiony do Triestu, gdzie mianowano go dowódcą SS i policji Strefy Operacyjnej Adriatyku. Oficjalnie miał to być awans, bo Globocnik został awansowany na Gruppenführera SS, jednak nieoficjalnym powodem jego odwołania z Lublina miały być malwersacje finansowe jakich rzekomo dopuścił się ze swoim sztabem w czasie operacji „Reinhrad. Czy tak rzeczywiście było tego do konca nie wiadomo, ale jest to prawdopodobne, bo jak pamiętamy podobne zarzuty pojawiły sie wobec niego gdy był gauleiterem Wiednia. Bradziej prawdopodobnym jest jednak to , że faktycznym powodem odwołania Globocnika z Lublina w znacznie większym stopniu od zarzutów malwersacji były jego notoryczny konflikty z gubernatorem dystryktu lubelskiego który obarczał Globocnika winą za nieudolną akcje wysiedleńczą na Zamojszczyźnie, która doprowadziła do intensywnych walk z polską partyzantką, w które musiano niepotrzebnie zaangażować znaczne niemieckie siły. Ale zostawmy na marginesie okoliczności jego przeprowadzki z Lublina do Triestu. W nowym miejscu Globocnik skupił się na zwalczaniu partyzantki: włoskiej i jugosłowiańskiej oraz na dalszej eksterminacji Żydów i grabieniu ich mienia. Szczególnie to ostatnie zadanie mocno go angażowało. Globocnik urządzał w Trieście łapanki oraz zorganizował obóz przejściowy, z którego wysłał co najmniej 20 tysięcy Żydów do Auschwitz i innych obozów. Ale nadchodził już ostateczny kres jego działalności. Wiosna 1945r. nastąpiło załamanie niemieckiego frontu we Włoszech i na Bałkanach. W kwietniu 1945r, Globocnik ewakuował się z Triestu i dotarł do Klagenfurtu. Potem z kilkoma swoimi kompanami ukrywał się w leśnej chacie w jednej z górskich miejscowości. Został jednak zdradzony i 30 maja 1945r. wpadł w ręce Brytyjczyków z 4 Pułku Huzarów, którzy stacjonowali w rejonie miejscowości Paternion. Gdy os ostatecznie zidentyfikowano go jako poszukiwanego zbrodniarza przegryzł ampułkę z cyjankiem, tak samo jak zrobił to jego szef Heinrich Himmler. W ten sposób uniknął odpowiedzialności za zbrodnie, jakich się dopuścił w czasie wojny.

Można jednak postawić pytanie, czy gdyby Globocnikowi udało się przetrwać te pierwsze powojenne miesiace miałby potem szansę uratować swoje życie? Obserwując losy niemieckich zbrodniarzy po zakończeniu II wojny światowej jest to wielce prawdopodobne. Niemieccy zbrodniarze mogli bowiem korzystać nie tylko z tego że świat pogrążony był wówczas w okopach „zimnej wojny”, a oni sami zawsze mogli stanąć w nich po stronie Zachodu ale jeszcze bardziej korzystali z tego, ze zachodnioniemiecka Bundesrepublika nie chciała zanadto karać weteranów z SS, bo oni również mogli przyczynić się zbudowania jej potęgi.

0 komentarzy do “Kat Lubelszczyzny

Dodaj komentarz